Dowcipy
< Wstecz 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 [44] 45 46 47 48 49 50 51 Dalej >
Pewnego razu, w malutkiej wiosce zabitej dechami, wybuchła sensacja. Przyjechał cyrk! Na przedstawienie wybrał się pewien młody człowiek, z litości nazwijmy go Jasio. Jasio o cyrku marzył przez całe życie, dotychczas tylko słyszał o nim z opowiadań babci. Był bardzo podekscytowany. Przyszedł aż godzinę przed rozpoczęciem przedstawienia. Usiadł na swoim miejscu i zachwycony wsłuchiwał się w odgłosy cyrkowej krzątaniny. Nadeszła wreszcie upragniona chwila. Światła przygasły i rozpoczął się wielki show! Jasio wprost nie mógł oderwać oczu. Gorąco oklaskiwał występy tańczących słoni, lwów skaczących przez płonące obręcze, zachwycał się mrożącymi krew w żyłach popisami na trapezie. Był po prostu wniebowzięty! W pewnym momencie na arenę wyszedł cudaczny ludzik w pomarańczowych włosach, z purpurowym nosem i śmiesznych butach. Tak, to był clown! Jasio prawie posikał się z radości... przecież tak bardzo pragnął zobaczyć popisy clowna! Clown rozpoczął swoje wygłupy, robił różne śmieszne miny, ciągnął zwierzęta za ogony, krótko mówiąc robił co mógł, żeby rozbawić publiczność. Jasio cały trząsł się ze śmiechu, aż łzy ciekły mu z oczu. Nagle clown stanął pośrodku areny, krótkim gestem uciszył rozbawioną publiczność... W zapadłej ciszy, clown spojrzał w stronę trybun i poprosił:
- Bardzo proszę o powstanie z miejsca osobę zajmującą miejsce 10 w rzędzie 14!
Rozbawiony wciąż Jasio osłupiał... Z niedowierzaniem przeczytał jeszcze raz swój bilet: miejsce 10, rząd 14! Lekko onieśmielony światłem jupiterów, lecz dumny z siebie podniósł się z miejsca. Clown kontynuował:
- Oooo proszę...! Oto tam, proszę państwa, to jest końska dupa! Lecz gdzie jest reszta konia?!
Trybuny gruchnęły zabójczym śmiechem. Jasio czerwony ze wstydu stał i płonął. Palący wstyd i zraniona duma kazały mu jak najszybciej opuścić cyrk. Nie czekając na koniec przedstawienia, uciekł z namiotu poganiany szyderczym śmiechem publiczności.
Jasio zamknął się w domu, i ciężko przeżywał swoją porażkę... Taki obciach!... Wstyd na całą wioskę, nic tylko się pochlastać! W tym stanie przetrwał kilka dni. W końcu podjął męską decyzję. Powtarzał sobie "weź się w garść, musisz pomścić swój honor!". Zapisał się więc na KKSO - Korespondencyjny Kurs Szybkich Odpowiedzi, za drobną opłatą prowadzony przez Uniwersytet Państwowy. Był bystrym i pilnym uczniem, więc szybciutko opanował materiał podstawowy i zrobił magisterkę.
Pewnego dnia otrzymał list od samego rektora UP. W uznaniu postępów w nauce, zaproponowano mu kontynuację studiów na poziomie doktoranckim oraz pokrycie kosztów kształcenia. Do listu załączono stosowny czek. Jasio podjął wyzwanie, jakie rzucił mu los. Spakował walizeczkę i pierwszym autobusem udał się do Stolicy. Błyskawicznie pochłonął całą dostępną wiedzę w zakresie Szybkich Odpowiedzi i przeskakując kolejne sesje, ukończył studia przed terminem.
Łowcy głów już wcześniej wyłuskali świeżutki talent, co zaowocowało propozycją pracy dla Rządu. Początkowo była to tylko asystentura w podrzędnym Ministerstwie, lecz kariera nabierała tempa. Już po roku Jasia przeniesiono do MSW, następnie do MSZ, gdzie pełnił funkcję Głównego Specjalisty d/s Kryzysowych i Nadzwyczajnych. Talent urzędnika wktrótce dostrzegł sam Prezydent i awansował Jasia na swojego Osobistego Doradcę. Razem z karierą oczywiście rosła wysokość kwot wpływających na rachunek bankowy. Jasio stawał się bogatym czlowiekiem...
Pewnego dnia, Jasio siedział w swoim gabinecie, z nogami na stole i cygarkiem w zębach, czytał gazetę. Przerzucając od niechcenia kolejne strony, nagle poderwał się z miejsca - jego wzrok padł na malutką reklamę zapraszającą na występy cyrku w jego rodzinnym miasteczku... Jasio wcisnął interkom i wezwał sekretarkę, której polecił natychmiast przygotować swój osobisty odrzutowiec. Wykonał jeszcze kilka telefonów i użył swoich wpływów, aby zapewnić sobie bilet na miejsce 10 w rzędzie 14. Polecenia Jasia wykonano skrupulatnie, więc w dniu przedstawienia siedział wygodnie rozparty na zarezerwowanym miejscu i uśmiechnięty czekał na występ clowna. Nadeszła długo oczekiwana chwila. Wszystko odyło się tak, jak przed laty. Clown wywołał widza z miejsca 10 w rzędzie 14, i wypowiedział swój żart:
- Oooo proszę...! Oto tam, proszę państwa, to jest końska dupa! Lecz gdzie jest reszta konia?!
Jasio stojąc w świetle jupiterów delektował się chwilą. Kiedy tylko clown wypowiedział ostatnie słowo, Jasio odkrzyknął, wkładając w to całą swoją pasję, wszystkie lata nauki i praktyki:
- Odpierdol sie!!!
Jedzie Arab po pustyni na wielbładzie i spotyka kumpla, który biega w kółko.
Pyta się go:
- Ali dlaczego biegasz w kółko?
- Bo wtedy wiatr chłodzi moje skronie
Arab biorąc przykład z kolegi popędza wielbłąda i za chwile jeździ na nim w kółko. Po jakimś czasie wymęczone zwierze pada z wywieszonym jęzorem Arab schodzi z zdechłego zwierzaka, kopie go w dupe i krzyczy:
- Kurwa! Zamarzłeś?!
Przychodzi informatyk do lekarza:
- Panie doktorze, wszyscy mnie ignorują.
- PLONK!
Powodowana nagłą potrzebą fizjologiczną zakonnica wchodzi do baru. W barze panuje standardowy zgiełk, jednak co parę minut gaśnie światło i cała sala zaczyna wiwatować. Zakonnica podchodzi do baru i pyta, gdzie znajdzie toaletę.
- Tu, po lewej, ale nie powinna siostra tam chodzić.
- Czemu nie? - pyta zaskoczona zakonnica
- Bo w toalecie stoi posąg nagiego mężczyzny, przykrytego jedynie listkiem figowym.
- Nie szkodzi - odpowiada zakonnica - nie będę patrzyć w jego stronę.
Zakonnica idzie do toalety. Kiedy wraca do baru, zastaje standardowy barowy hałas. Jednak kiedy goście zauważają jej wejście, przerywają rozmowy i zaczynają bić jej brawo. Zakonnica, zaskoczona, pyta barmana.
- Proszę pana, o co im chodzi, biją mi brawo, bo byłam w toalecie?
- Nie, biją brawo, bo została siostra jedną z nas - odpowiada barman.
- Nadal nie rozumiem - mówi wciąż zaskoczona zakonnica.
- Widzi siostra, ilekroć ktoś uniesie listek na posągu, w barze gaśnie światło.
Hipisowi się zmarło i idzie przed oblicze św. Piotra a ten na to.
- I co jam mam z tobą zrobić do piekła cie nie dam bo taki zły to nie byłeś. Do nieba też jeszcze się nie nadajesz. A do czyśćca też nieszczególnie.
Pozwolił mu wybrać. Zjeżdzają najpierw do czyśćca, a tam Wielkie pola marychy, wszędzie jak okiem sięgnąć pola Marychy.
- Ja tu zostaje tu mi się podoba
- Zastanów się, zobacz jak jest gdzie indziej
- Nie ja tu zostaje
Kiedy wrota za św. Piotrem się zamknęły Hipis cieszy się, skacze, biega po polu. Nagle ktoś go zaczepia
- Masz ogień?!! Masz ogień?!!
Zima. Do przydroznego baru wchodzi kierowca tira. Siada przy barze i mowi:
- Poprosze setke. Tfu! (spluwa na podloge) Pieprzony matiz...
Barman sie zdziwil, ale nalal mu setke. Facet wychylil duszkiem i mowi:
- Barman, jeszcze seteczke. Tfu! Pieprzony matiz...
Barman zdziwiony nalal setke. Facet wychylil i mowi:
- Jeszcze jedna setka. Tfu! Pieprzony matiz...
Barman mu nalewa i pyta:
- Niech pan zamawia co pan chce, ale niech pan mi powie, czemu za kazdym razem spluwa pan i przeklina jakiegos matiza?
- Wie pan co? - mowi kierowca. - Zakopalem sie w zaspie 30-tonowa Scanią i za nic nie moge wyjechac. Nagle podjezdza jakis matiziak, wysiada z niego kierowca i mowi, ze mnie wyciagnie. Ja mu na to: "Panie, jak mnie pan wyciagniesz tym matizem, to ja panu ze szczescia laske zrobie!"... Tfu, pieprzony matiz!
- Tatusiu! Pokaz mi jak biegają słonie!
- Ale juz ci 2 razy pokazywalem!
- Pokaz jeszcze raz!
- No dobrze. Oddział gazmaski włóż! 2 okrazenia dookola stadoinu biegiem marsz!
Facet wchodzi do knajpy i widzi swojego kumpla, który siedzi przy barze mocno przygnębiony. Podchodzi więc do niego i pyta, w czym rzecz.
- Pamiętasz tę śliczną dziewczynę ode mnie z pracy, z którą chciałem się umówić, ale nie mogłem nawet do niej podejść, bo za każdym razem, kiedy ją widziałem, to mi stawał?
- No pamiętam.
- W końcu zebrałem się na odwagę i poprosiłem, żeby się ze mną umówiła. I ona się zgodziła.
- Super! To kiedy randka?
- Byliśmy umówieni wczoraj wieczorem. Ale bałem się, że znów mi stanie. Więc przykleiłem go sobie plastrem do nogi, żeby w razie czego nie było widać.
- No i dobrze! Gdzie problem?
- Poszedłem do niej, zadzwoniłem, a ona otworzyła w takiej cieniutkiej, przezroczystej sukience...
- No i...?!
- Niechcacy kopnąłem ją w twarz....
Idzie maly chlopczyk z rodzicami. Ojciec wszedl do sklepu, a tu przechodzi slon. Chlopczyk zainteresowany zwierzeciem i tym co mu zwisa z pod brzucha.
- Mamo, mamo, co to jest?
- To slon.
- A co on tam ma?
- To ogonek.
- A to pod brzuchem?
Mama troche speszona, bo wyposazony przez nature osobnik.
- To nic takiego, nie zwracaj uwagi.
Za moment wyszedl tatus. Dzieciak rozentuzjazmowany opowiada. I dopytuje sie co slon ma pod brzuszkiem. Tatus na to,
- To siusiak.
- A mama mowila ze nic takiego.
Na to ojciec przeciagajac sie z wyraznym zadowoloniem:
- To tatus tak mamusie rozpuscil.
Trzy starsze panie wybraly sie na wystawe malarstwa nowoczesnego. Ich zainteresowanie wzbudzil obraz zatytulowany "Przerwa obiadowa". Przedstawial trzech nagich Murzynow siedzacych na lawce. Mezczyzni siedzacy po brzegach mieli czarne pracia, a ten w srodku - rozowe. Zaintrygowane panie zaczepily wiec autora dziela, ktory akurat przechadzal sie po galerii:
- Mistrzu, czy moglby nam pan powiedziec, dlaczego ten Murzyn w srodku ma rozowe pracie?
- Och, drogie panie - odpowiedzial malarz. - Opacznie zrozumialyscie moje intencje. To nie Murzyni, ale gornicy. A ten w srodku wlasnie wrocil z przerwy obiadowej z domu...
- Bardzo proszę o powstanie z miejsca osobę zajmującą miejsce 10 w rzędzie 14!
Rozbawiony wciąż Jasio osłupiał... Z niedowierzaniem przeczytał jeszcze raz swój bilet: miejsce 10, rząd 14! Lekko onieśmielony światłem jupiterów, lecz dumny z siebie podniósł się z miejsca. Clown kontynuował:
- Oooo proszę...! Oto tam, proszę państwa, to jest końska dupa! Lecz gdzie jest reszta konia?!
Trybuny gruchnęły zabójczym śmiechem. Jasio czerwony ze wstydu stał i płonął. Palący wstyd i zraniona duma kazały mu jak najszybciej opuścić cyrk. Nie czekając na koniec przedstawienia, uciekł z namiotu poganiany szyderczym śmiechem publiczności.
Jasio zamknął się w domu, i ciężko przeżywał swoją porażkę... Taki obciach!... Wstyd na całą wioskę, nic tylko się pochlastać! W tym stanie przetrwał kilka dni. W końcu podjął męską decyzję. Powtarzał sobie "weź się w garść, musisz pomścić swój honor!". Zapisał się więc na KKSO - Korespondencyjny Kurs Szybkich Odpowiedzi, za drobną opłatą prowadzony przez Uniwersytet Państwowy. Był bystrym i pilnym uczniem, więc szybciutko opanował materiał podstawowy i zrobił magisterkę.
Pewnego dnia otrzymał list od samego rektora UP. W uznaniu postępów w nauce, zaproponowano mu kontynuację studiów na poziomie doktoranckim oraz pokrycie kosztów kształcenia. Do listu załączono stosowny czek. Jasio podjął wyzwanie, jakie rzucił mu los. Spakował walizeczkę i pierwszym autobusem udał się do Stolicy. Błyskawicznie pochłonął całą dostępną wiedzę w zakresie Szybkich Odpowiedzi i przeskakując kolejne sesje, ukończył studia przed terminem.
Łowcy głów już wcześniej wyłuskali świeżutki talent, co zaowocowało propozycją pracy dla Rządu. Początkowo była to tylko asystentura w podrzędnym Ministerstwie, lecz kariera nabierała tempa. Już po roku Jasia przeniesiono do MSW, następnie do MSZ, gdzie pełnił funkcję Głównego Specjalisty d/s Kryzysowych i Nadzwyczajnych. Talent urzędnika wktrótce dostrzegł sam Prezydent i awansował Jasia na swojego Osobistego Doradcę. Razem z karierą oczywiście rosła wysokość kwot wpływających na rachunek bankowy. Jasio stawał się bogatym czlowiekiem...
Pewnego dnia, Jasio siedział w swoim gabinecie, z nogami na stole i cygarkiem w zębach, czytał gazetę. Przerzucając od niechcenia kolejne strony, nagle poderwał się z miejsca - jego wzrok padł na malutką reklamę zapraszającą na występy cyrku w jego rodzinnym miasteczku... Jasio wcisnął interkom i wezwał sekretarkę, której polecił natychmiast przygotować swój osobisty odrzutowiec. Wykonał jeszcze kilka telefonów i użył swoich wpływów, aby zapewnić sobie bilet na miejsce 10 w rzędzie 14. Polecenia Jasia wykonano skrupulatnie, więc w dniu przedstawienia siedział wygodnie rozparty na zarezerwowanym miejscu i uśmiechnięty czekał na występ clowna. Nadeszła długo oczekiwana chwila. Wszystko odyło się tak, jak przed laty. Clown wywołał widza z miejsca 10 w rzędzie 14, i wypowiedział swój żart:
- Oooo proszę...! Oto tam, proszę państwa, to jest końska dupa! Lecz gdzie jest reszta konia?!
Jasio stojąc w świetle jupiterów delektował się chwilą. Kiedy tylko clown wypowiedział ostatnie słowo, Jasio odkrzyknął, wkładając w to całą swoją pasję, wszystkie lata nauki i praktyki:
- Odpierdol sie!!!
Jedzie Arab po pustyni na wielbładzie i spotyka kumpla, który biega w kółko.
Pyta się go:
- Ali dlaczego biegasz w kółko?
- Bo wtedy wiatr chłodzi moje skronie
Arab biorąc przykład z kolegi popędza wielbłąda i za chwile jeździ na nim w kółko. Po jakimś czasie wymęczone zwierze pada z wywieszonym jęzorem Arab schodzi z zdechłego zwierzaka, kopie go w dupe i krzyczy:
- Kurwa! Zamarzłeś?!
Przychodzi informatyk do lekarza:
- Panie doktorze, wszyscy mnie ignorują.
- PLONK!
Powodowana nagłą potrzebą fizjologiczną zakonnica wchodzi do baru. W barze panuje standardowy zgiełk, jednak co parę minut gaśnie światło i cała sala zaczyna wiwatować. Zakonnica podchodzi do baru i pyta, gdzie znajdzie toaletę.
- Tu, po lewej, ale nie powinna siostra tam chodzić.
- Czemu nie? - pyta zaskoczona zakonnica
- Bo w toalecie stoi posąg nagiego mężczyzny, przykrytego jedynie listkiem figowym.
- Nie szkodzi - odpowiada zakonnica - nie będę patrzyć w jego stronę.
Zakonnica idzie do toalety. Kiedy wraca do baru, zastaje standardowy barowy hałas. Jednak kiedy goście zauważają jej wejście, przerywają rozmowy i zaczynają bić jej brawo. Zakonnica, zaskoczona, pyta barmana.
- Proszę pana, o co im chodzi, biją mi brawo, bo byłam w toalecie?
- Nie, biją brawo, bo została siostra jedną z nas - odpowiada barman.
- Nadal nie rozumiem - mówi wciąż zaskoczona zakonnica.
- Widzi siostra, ilekroć ktoś uniesie listek na posągu, w barze gaśnie światło.
Hipisowi się zmarło i idzie przed oblicze św. Piotra a ten na to.
- I co jam mam z tobą zrobić do piekła cie nie dam bo taki zły to nie byłeś. Do nieba też jeszcze się nie nadajesz. A do czyśćca też nieszczególnie.
Pozwolił mu wybrać. Zjeżdzają najpierw do czyśćca, a tam Wielkie pola marychy, wszędzie jak okiem sięgnąć pola Marychy.
- Ja tu zostaje tu mi się podoba
- Zastanów się, zobacz jak jest gdzie indziej
- Nie ja tu zostaje
Kiedy wrota za św. Piotrem się zamknęły Hipis cieszy się, skacze, biega po polu. Nagle ktoś go zaczepia
- Masz ogień?!! Masz ogień?!!
Zima. Do przydroznego baru wchodzi kierowca tira. Siada przy barze i mowi:
- Poprosze setke. Tfu! (spluwa na podloge) Pieprzony matiz...
Barman sie zdziwil, ale nalal mu setke. Facet wychylil duszkiem i mowi:
- Barman, jeszcze seteczke. Tfu! Pieprzony matiz...
Barman zdziwiony nalal setke. Facet wychylil i mowi:
- Jeszcze jedna setka. Tfu! Pieprzony matiz...
Barman mu nalewa i pyta:
- Niech pan zamawia co pan chce, ale niech pan mi powie, czemu za kazdym razem spluwa pan i przeklina jakiegos matiza?
- Wie pan co? - mowi kierowca. - Zakopalem sie w zaspie 30-tonowa Scanią i za nic nie moge wyjechac. Nagle podjezdza jakis matiziak, wysiada z niego kierowca i mowi, ze mnie wyciagnie. Ja mu na to: "Panie, jak mnie pan wyciagniesz tym matizem, to ja panu ze szczescia laske zrobie!"... Tfu, pieprzony matiz!
- Tatusiu! Pokaz mi jak biegają słonie!
- Ale juz ci 2 razy pokazywalem!
- Pokaz jeszcze raz!
- No dobrze. Oddział gazmaski włóż! 2 okrazenia dookola stadoinu biegiem marsz!
Facet wchodzi do knajpy i widzi swojego kumpla, który siedzi przy barze mocno przygnębiony. Podchodzi więc do niego i pyta, w czym rzecz.
- Pamiętasz tę śliczną dziewczynę ode mnie z pracy, z którą chciałem się umówić, ale nie mogłem nawet do niej podejść, bo za każdym razem, kiedy ją widziałem, to mi stawał?
- No pamiętam.
- W końcu zebrałem się na odwagę i poprosiłem, żeby się ze mną umówiła. I ona się zgodziła.
- Super! To kiedy randka?
- Byliśmy umówieni wczoraj wieczorem. Ale bałem się, że znów mi stanie. Więc przykleiłem go sobie plastrem do nogi, żeby w razie czego nie było widać.
- No i dobrze! Gdzie problem?
- Poszedłem do niej, zadzwoniłem, a ona otworzyła w takiej cieniutkiej, przezroczystej sukience...
- No i...?!
- Niechcacy kopnąłem ją w twarz....
Idzie maly chlopczyk z rodzicami. Ojciec wszedl do sklepu, a tu przechodzi slon. Chlopczyk zainteresowany zwierzeciem i tym co mu zwisa z pod brzucha.
- Mamo, mamo, co to jest?
- To slon.
- A co on tam ma?
- To ogonek.
- A to pod brzuchem?
Mama troche speszona, bo wyposazony przez nature osobnik.
- To nic takiego, nie zwracaj uwagi.
Za moment wyszedl tatus. Dzieciak rozentuzjazmowany opowiada. I dopytuje sie co slon ma pod brzuszkiem. Tatus na to,
- To siusiak.
- A mama mowila ze nic takiego.
Na to ojciec przeciagajac sie z wyraznym zadowoloniem:
- To tatus tak mamusie rozpuscil.
Trzy starsze panie wybraly sie na wystawe malarstwa nowoczesnego. Ich zainteresowanie wzbudzil obraz zatytulowany "Przerwa obiadowa". Przedstawial trzech nagich Murzynow siedzacych na lawce. Mezczyzni siedzacy po brzegach mieli czarne pracia, a ten w srodku - rozowe. Zaintrygowane panie zaczepily wiec autora dziela, ktory akurat przechadzal sie po galerii:
- Mistrzu, czy moglby nam pan powiedziec, dlaczego ten Murzyn w srodku ma rozowe pracie?
- Och, drogie panie - odpowiedzial malarz. - Opacznie zrozumialyscie moje intencje. To nie Murzyni, ale gornicy. A ten w srodku wlasnie wrocil z przerwy obiadowej z domu...
< Wstecz 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 [44] 45 46 47 48 49 50 51 Dalej >