REKLAMA

iLove.pl - randki OnLine

Dowcipy

Wizytator odwiedził szkołe na lekcji j.polskiego. Usiadł w ostatniej ławce za Jasiem. Pani pisze na tablicy zdanie "nadeszła jesień", ale upuściła kredę schyliła się i dokończyła pisać po czym zadaje pytanie co napisała na tablicy. Zgłasza się Jasiu.
- Słucham Jasiu?
- Ale dupa!
- Jasiu! Pała i jutro z rodzicami!!!
Jasiu siada odwraca się do wizytatora i mówi:
- Jak nie umiesz czytać to nie podpowiadaj!!!



Blondynka nabrała ochoty na obejrzenie jakiegoś dobrego pornograficznego filmu. Poszła do wypożyczalni i wybrała tytuł, który podobał się jej najbardziej. Wraca do domu, włącza wideo, wygodnie rozsiada się na kanapie i nic. Zdenerwowana dzwoni do wypożyczalni.
- Przed chwilą wzięłam od was kasetę i jest zepsuta!
- Proszę mi opisać, co się dzieje?
- Obraz cały czas śnieży i słychać tylko jakieś szumy.
- Proszę podać tytuł filmu.
- "Czyszczenie głowic"...



W samolocie pasażerskim rozmawiają piloci ale zapomnieli wyłączyć intercom:
- Teraz napijemy się po kawie a potem Stewardesa zrobi nam loda.
W tym czasie Stewardesa będąc między pasażerami zrobiła się cała czerwona i biegnie do pilotów powiedzieć o intercomie a starszy gość podkłada jej nogę i mówi:
- Gdzie tak pędzisz? Nie słyszałaś, że Panowie piloci będą najpierw pili kawę?



Przyjechał Putin do Polski. Zwiedził Warszawę, sejm, senat, porozmawiał z Kwaśniewskim, w końcu zawieźli go pozwiedzać fabrykę łożysk traktorowych. Putin cholernie się nudził, ale nagle pyta:
- Czy macie tu Mariana.
Na to dyrektor.
- Dawać mi tu Mariana z działu Przerabiania Wklęsłego Na Wypukłe I Odwrotnie.
Szybko pobiegli po Mariana, a putin zaprosił go na kolację. Pili razem do rana. Na ty do siebie mówili. Dyrektor mało co nie padł z wrażenia. Co prawda słyszał, że Marian światowy człowiek, ale tak z Putinem kieliszek w kieliszek....
Po jakimś czasie przyjechał do Polski Bush. Zaraz kazał się wieźć do fabryki łożysk traktorowych. Spytał o Mariana. Potem pojechali do Zajebiście Drogiej Restauracji i chlali tam do rana. Jak doniosła prasa Bush opowiadał nawet Marianowi sprośne dowcipy.
Tego dyrektorowi było za wiele. Wezwał Mariana na dywanik:
- Marian ja słyszałem, że ty światowiec jesteś, tam i owak byłeś, ale coś ty nagadał temu Putinowi. Zaraz później przyjeżdża Bush i tak od razu do naszej fabryki. Oj pilnuj się Marian, bo coś ty mi za dużo kombinujesz.
- Panie dyrektorze, ale my z Bushem i Putinem to się już dawno znamy. Morze wódki już razem wypiliśmy. A tak w sekrecie to mogę jeszcze panu powiedzieć....
- Dość - przerwał mu dyrektor - może jeszcze Papieża znasz?
- A tak się składa...
- Założę się o całą twoją roczną pensję, że go nie znasz. Tym razem żadne kity tu nie przejdą. Jedziemy do Włoch.
Zajechali na plac św. Piotra. Marian zostawił dyrektora na środku placu i zniknął na 5 minut. Po chwili zjawia się z Papieżem pod rękę na balkonie i machają mu radośnie rękoma.
Szczena mu opadła. Nagle dyrektor pada zemdlony. Marian biegnie na dół. Zaczyna go cucić. Błaga, żeby nie umierał, zaklina się, że to przez jego chciwość dyrektor umarł. W końcu jednak dyrektor odzyskuje przytomność.
- Co się stało panie dyrektorze? - pyta Marian
- Słuchaj no. Ja stoję sobie na placu. Patrzę jak ty z Papieżem pod rękę na tym balkonie, a tu podchodzi jakiś Arab pyta się mnie:
- Co to za pacan w białym obok Mariana stoi?



Kowalscy mieli problem z życiem seksualnym i poszli do lekarza. Ten jednak był bardzo uczciwy i powiedział im, że nie weźmie od nich kasy, jeśli nie jest w stanie im pomóc. Więc odwiedzili go, a ten zrobił im testy psychologiczne, fizyczne i Bóg wie jeszcze jakie... Po czym powiedział:
- Kiedy będziecie Państwo wracać do domu to wejdźcie do sklepu i kupcie kiść winogron oraz 12 pączków z dziurką (tzw. donuts). Potem w domu rozbierzcie się i zagrajcie w nową grę. Pan, Panie Kowalski musi turlać po podłodze winogrono, aż trafi ono do otworu miłości Pańskiej żony. Następnie musi je Pan językiem stamtąd wyciągnąć.
Tutaj lekarz zwrócił się do żony:
- Natomiast Pani, Pani Kowalska musi rzucać pączkami tak długo aż trafi Pani na miłosny palik Pani męża. A gdy już Pani trafi, to musi Pani tego pączka zjeść...
No i para pojechała do domu. Już po tygodniu byli tak bardzo zadowoleni, że pochwalili się znajomym. Oczywistą więc sprawą było, że znajomi także odwiedzili tego lekarza. Po serii identycznych testów jakie przechodzili Kowalscy, lekarz postawił diagnozę:
- Niestety, nie jestem w stanie Państwu pomóc. Ale proszę się nie martwić, jeśli nie mogę pomóc, to nie biorę pieniędzy...
Pomimo usprawiedliwień lekarza, para dalej nalegała, aby ten im pomógł i nie zostawiał ich w potrzebie. Wtedy zrezygnowany lekarz powiedział:
- No dobrze, pomogę Państwu choć i tak nie wierzę, żeby to coś dało... Więc kiedy będziecie Państwo wracać do domu to wejdźcie do sklepu i kupcie kilka jabłek oraz opakowanie Cheerios...



Rozmawiają dwie prostytutki:
- Kupiłam sobie skunksa.
- Skunksa? A dlaczego?
- Zajebiście robi minetę.
- A co ze smorodem?
- Dwa dni rzygał a potem się przyzwyczaił...



Cieżko zachorował wódz plemienia, jego pomocnicy postanowili natychmiast udać się do szamana, który to mieszkał w odosobnieniu poza wioską. Przybiegli zdyszani i krzyczą:
- Szamanie! Wódz jest cieżko chory, ledwo żyje, pomóż!!!
Szman podumał chwilę - w mysli postawił diagnozę i rzekł:
- Na noc połóżcie mu czarcie ziele na czoło i niech tak zostanie aż do rana. A rano szybko przybiegnijcie mi powiedzieć czy pomogło. Rankiem posłancy szybko przybiegli do szamana. Szaman:
- I jak, pomogło?
- Nie, nie pomogło.
- A połozyliście czarcie ziele na jego czole?
- Tak i nic nie pomoglo.
Zamyślił się szaman i po chwili rzekł:
- Na noc połóżcie mu po jednym jajku na kazde oko i przyjdzcie rano powiedzieć czy pomogło.
Rankiem znów przybiegli zmartwieni posłańcy.
- I jak, pomogło? - Zapytał szaman.
- Nie, nie pomogło.
- A położyliście mu jajka na oczy jak mówiłem?
- Nie, Szamanie - Bo tylko do pępka żesmy mogli dociągnąć!



Nowy ksiądz był spięty jak prowadził swoją pierwszą mszę w parafii więc poprosił kościelnego, żeby mu do świętej wody dolał kilka kropelek wódki, co go rozluźni. I tak się stało. Na drugiej mszy zrobił tak samo i czuł się nawet lepiej niż na pierwszej mszy. Po mszach, wrócił do pokoju i znalazł list:
"Drogi bracie, następnym razem dolej kropelki wódki do wody, a nie kropelki wody do wódki, bo:
- Krzyż trzeba nazwać po imieniu, a nie to "duże T"
- Nie wolno na Judasza mowić "ten skurwysyn"
- Na krzyżu jest Jezus, a nie Czegewara
- Jest 10 przykazań, a nie 12
- Jest 12 apostołów, a nie 10
- Ci co zgrzeszyli idą do piekła, a nie w pizdu
- Inicjatywa, aby ludzie klaskali była imponująca, ale tańczyć makarenę i robić "pociąg" to przesada.
- Opłatki są dla wiernych, a nie na deser do wina.
- Pamiętaj, że msza trwa godzinę, a nie dwie połówki po 45 minut.
- Ten obok w "czerwonej sukni" to nie był transwestyta - to byłem ja, biskup."



W domu spokojnej starości młoda pielęgniarka konwersuje z jednym z pensjonariuszy:
- A ileż to pan ma lat, panie Zygmuncie?
- O, siostrzyczko, już osiemdziesiąty drugi rok mi idzie!
- Aż tyle? - dziwi się siostra.- Nie dałabym panu!
- A mi już i nie trzeba - odpowiada skromnie pacjent.



- Ilu perkusistów potrzeba do zmiany żarówki?
- Dwóch. Pierwszy wkręci nową, a drugi pierdolnie pałką żeby sprawdzić jak brzmi.

Przejdź do menu