Dowcipy
< Wstecz 1 2 3 4 5 6 7 8 9 [10] 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 Dalej >
- Co wspólnego mają ambulans i dziwka?
- Jak jedno i drugie załadujesz od tyłu to robi łuuu-łuuu!
Wpadają dwaj złodzieje do pociągu i krzyczą:
- Wszyscy mają wrzucić biżuterię do mojego worka!!!
Z głębi słychać głos:
- Babcia też??
- Wszyscy to wszyscy, babcia też!
Po chwili:
- A teraz wszyscy mają wrzucić portfele do mojego worka!!!
- Babcia też??
- Wszyscy to wszyscy, babcia też!
Za chwilę znowu słychać:
- A teraz będziemy was wszystkich gwałcić!!!
Drugi złodziej pyta pierwszego:
- Babcię też??
W tym momencie odzywa się babcia:
- Wszyscy to wszyscy, babcia też!
Wbiega chłopak do apteki, widzi długa kolejka i zaczyna lamentować:
- Boże, tam człowiek leży i czeka, a tu taka kolejka; Boże, tam człowiek czeka, a tu taka kolejka; tam leży człowiek, a tu taka kolejka!
Ludzie z kolejki popatrzyli po sobie, jedna z osób:
- Proszę niech Pan idzie pierwszy, proszę.
- Och, dziękuję.
I do aptekarki:
- Dzień dobry, proszę paczkę prezerwatyw.
- Czym różnią się majtki z XIX wieku od majtek teraźniejszych?
- W XIX wieku, żeby zobaczyć pośladki, uchylało się majtki, a teraz rozchyla się pośladki, żeby zobaczyć majtki.
Siedzi dwóch pijaczków i popija metyl, w końcu jeden stwierdza:
- no Edziu pij szybciej, bo się ściemnia.
- Ty, z której strony jest łechtaczka? Z przodu czy z tyłu kobiety?
- No jak to, nie wiesz? Z przodu.
- Cholera, to ja się przez pół godziny bawiłem hemoroidem...
Jasiu wraca do domu cały podrapany: ręce, twarz, nogi, więc mama się go pyta:
- Synku, co się stało?
- Jechałem na rowerku i się wywróciłem.
- Ale przecież rowerek stoi w garażu i ma zepsute siodełko...
- No, ale to był rowerek pożyczony.
- I jak to się stało?
- Wjechałem na żwir i wpadłem w poślizg.
- Ale przecież dzisiaj rano widziałam, że wylali pod naszym blokiem asfalt, tam nie ma żwiru!
- No tak, ale ja wpadłem tak naprawdę w krzaki i się porysowałem.
- Kochanie przecież krzaki wycięli wczoraj wieczorem...
Na to Jasiu zrobił wkurzoną minę i krzyczy:
- KOT JEST MÓJ I BĘDĘ GO PIERDOLIŁ, KIEDY MI SIĘ SPODOBA!!!
Wraca z pracy zmęczony, głodny mąż. Troskliwa żona pyta się:
- Pewnie jesteś głodny? Może otworzę ci puszkę?
- Cipuszkę później, najpierw daj coś jeść.
Dwóch staruszków zdecydowało, że zbliżają się do swych ostatnich dni wiec sobie poszaleją tej nocy na mieście. Po kilku drinkach skończyli w miejscowym burdelu. Madame jak tylko zobaczyła staruszków szepnęła do swojego menedżera
- idź na górę do pierwszych dwóch pokoi i połóż na łóżku dmuchane lalki. Ci dwaj są tak starzy i pijani, ze nie mam zamiaru marnować na nich moich dziewczyn. Nie spostrzega różnicy.
Menadżer zrobił jak kazała i obaj dziadkowie poszli na górę zaznać opłaconej przyjemności. Gdy wracali do domu pierwszy dzieli się wrażeniami
- Wiesz, myślę że moja dziewczyna była martwa!
- Martwa? - zapytał zaskoczony przyjaciel - skąd taka myśl?
- Bo widzisz, nie ruszyła nawet palcem i nie wydala żadnego dźwięku przez cały czas, gdy się z nią kochałem.
Jego przyjaciel na to
- Wiesz, a ja myślę że moja była czarownicą.
- Czarownicą? Czemuż u diabła tak myślisz - tym razem drugi nie krył zdumienia.
- Bo widzisz, kochałem się z nią, całowałem jej szyję i lekko ją ugryzłem, a wówczas ona ze świstem wyleciała przez okno!
Przychodzi Buzek do Kwaśniewskiego. Siadają przy stole. Prezydent patrzy na niego... - marne to, oczka podkrążone, raczki mu chodzą. Kwachu pyta:
- Panie premierze, wygląda pan nie najlepiej, co się stało?
Buzek na to mówi:
- Kurcze Olek dajmy spokój tym konwenansom. Powiedz mi, do cholery, jak ty to robisz?! Otaczasz się samymi fachowcami, ekspertami pod każdym względem, masz kogo do telewizji posłać do każdego programu, twoja kancelaria pełna jest dobrych doradców, prawników, ludzi od mediów, nawet żona ci pomaga i wyciągnie cię z największej opresji itd. A ja: cały mój gabinet to banda kretynów, moi doradcy to infantylne gnojki, mój sekretariat wypełniają troglodyci. No powiedz, jak ja mam mieć dobre notowania pracując z takim motłochem, no jak!! Olek proszę cię, powiedz mi, jak ty sprawdzasz swoje otoczenie i doradców, żeby się dowiedzieć, którzy się nadają, a którzy nie?!
(kończył już chlipać Kwachowi w rękaw).
Olek popatrzył i zamyślił się, po kilku sekundach milczenia mówi:
- Dobra, panie profesorze, powiem to panu, bo szkoda mi się pana zrobiło. Po prostu przeprowadzam mały test.
- Test? Jaki test?- pyta Buzek.
- A zaraz go panu zademonstruje.
- RYYYYSIEK!!!!! woła Kwachu.
Po chwili do gabinetu wbiega sapiąc i dysząc Kalisz.
- Słuchaj no Rysiu powiedz swemu prezydentowi taka rzecz: kto to jest jest synem twojej matki, ale nie jest twoim bratem?
Kalisz przymrużył oczka i po 4 sekundach mówi:
- To proste, to musze być ja!
- Dobrze, Rysiu, możesz odejść.
Drzwi się zamknęły.
- Widzi pan profesor, sprawdzam w ten sposób każdego z mojego otoczenia.
Jak źle odpowie to won!
- Doskonale!- ucieszył się Buzek- Musze to wypróbować.
Następnego dnia przechadza się Buzek w kuluarach sejmowych i myśli, kogo by tu przydybać i wypróbować. Nagle patrzy, a tu Handke próbuje uciec do sali kolumnowej udając, ze nie widzi swojego szefa. Buzek szybkim susem dopadł balustrady i wola go. Chcąc nie chcąc minister edukacji poczłapał do Buzka.
- Mirek powiedz mi, kto to jest- jest synem twojej matki, ale nie jest twoim bratem?
Handke zbaraniał. Po chwili:
- Ależ panie premierze, nie mogę tak od razu udzielić odpowiedzi, to może być bardzo pochopne, musze mieć więcej czasu, myślę, ze do jutra mógłbym postarać się zebrać odpowiednie dane i udzielić przynajmniej wstępnej odpowiedzi...
Buzek się skrzywił.
- Dobra, Mirek, do jutra masz czas.
Handke w te pędy pognał do ministerstwa, powołał sztab kryzysowy, zamówił ekspertyzy, analizy. Za pieniądze z rezerwy MEN-u została utworzona specjalna komórka do uporania się z problemem. Siedzą, myślą i nic. Nikomu nic do głowy nie przychodzi. Siedzieli tak aż do rana. W końcu Handke myśli:
- Kurcze, zadzwonię do Balcerowicza - mówią, ze to podobno niegłupi facet, może on cos pomoże.
Jak pomyślał tak zrobił. Odbiera zaspany Balcerowicz:
- Panie premierze, mam do pana takie małe pytanie: kto to jest synem twojej matki, ale nie jest twoim bratem?
- Oczywiście, ze to jestem ja!!! - wrzasnął Balcerowicz i trzasnął słuchawką. Uradowany Handke biegnie do URM-u, wpada do kancelarii premiera drąc się wniebogłosy:
- Wiem! Wiem!
Z gabinetu wychodzi Buzek.
- No słucham, Mirek, słucham?
- To jest oczywiście Leszek Balcerowicz!
Buzkowi zwęziły się oczy, cały posiniał i wrzasnął
- WON!!! WON!!! Won stąd ciemna maso!!! To jest Rysiek Kalisz!!!
- Jak jedno i drugie załadujesz od tyłu to robi łuuu-łuuu!
Wpadają dwaj złodzieje do pociągu i krzyczą:
- Wszyscy mają wrzucić biżuterię do mojego worka!!!
Z głębi słychać głos:
- Babcia też??
- Wszyscy to wszyscy, babcia też!
Po chwili:
- A teraz wszyscy mają wrzucić portfele do mojego worka!!!
- Babcia też??
- Wszyscy to wszyscy, babcia też!
Za chwilę znowu słychać:
- A teraz będziemy was wszystkich gwałcić!!!
Drugi złodziej pyta pierwszego:
- Babcię też??
W tym momencie odzywa się babcia:
- Wszyscy to wszyscy, babcia też!
Wbiega chłopak do apteki, widzi długa kolejka i zaczyna lamentować:
- Boże, tam człowiek leży i czeka, a tu taka kolejka; Boże, tam człowiek czeka, a tu taka kolejka; tam leży człowiek, a tu taka kolejka!
Ludzie z kolejki popatrzyli po sobie, jedna z osób:
- Proszę niech Pan idzie pierwszy, proszę.
- Och, dziękuję.
I do aptekarki:
- Dzień dobry, proszę paczkę prezerwatyw.
- Czym różnią się majtki z XIX wieku od majtek teraźniejszych?
- W XIX wieku, żeby zobaczyć pośladki, uchylało się majtki, a teraz rozchyla się pośladki, żeby zobaczyć majtki.
Siedzi dwóch pijaczków i popija metyl, w końcu jeden stwierdza:
- no Edziu pij szybciej, bo się ściemnia.
- Ty, z której strony jest łechtaczka? Z przodu czy z tyłu kobiety?
- No jak to, nie wiesz? Z przodu.
- Cholera, to ja się przez pół godziny bawiłem hemoroidem...
Jasiu wraca do domu cały podrapany: ręce, twarz, nogi, więc mama się go pyta:
- Synku, co się stało?
- Jechałem na rowerku i się wywróciłem.
- Ale przecież rowerek stoi w garażu i ma zepsute siodełko...
- No, ale to był rowerek pożyczony.
- I jak to się stało?
- Wjechałem na żwir i wpadłem w poślizg.
- Ale przecież dzisiaj rano widziałam, że wylali pod naszym blokiem asfalt, tam nie ma żwiru!
- No tak, ale ja wpadłem tak naprawdę w krzaki i się porysowałem.
- Kochanie przecież krzaki wycięli wczoraj wieczorem...
Na to Jasiu zrobił wkurzoną minę i krzyczy:
- KOT JEST MÓJ I BĘDĘ GO PIERDOLIŁ, KIEDY MI SIĘ SPODOBA!!!
Wraca z pracy zmęczony, głodny mąż. Troskliwa żona pyta się:
- Pewnie jesteś głodny? Może otworzę ci puszkę?
- Cipuszkę później, najpierw daj coś jeść.
Dwóch staruszków zdecydowało, że zbliżają się do swych ostatnich dni wiec sobie poszaleją tej nocy na mieście. Po kilku drinkach skończyli w miejscowym burdelu. Madame jak tylko zobaczyła staruszków szepnęła do swojego menedżera
- idź na górę do pierwszych dwóch pokoi i połóż na łóżku dmuchane lalki. Ci dwaj są tak starzy i pijani, ze nie mam zamiaru marnować na nich moich dziewczyn. Nie spostrzega różnicy.
Menadżer zrobił jak kazała i obaj dziadkowie poszli na górę zaznać opłaconej przyjemności. Gdy wracali do domu pierwszy dzieli się wrażeniami
- Wiesz, myślę że moja dziewczyna była martwa!
- Martwa? - zapytał zaskoczony przyjaciel - skąd taka myśl?
- Bo widzisz, nie ruszyła nawet palcem i nie wydala żadnego dźwięku przez cały czas, gdy się z nią kochałem.
Jego przyjaciel na to
- Wiesz, a ja myślę że moja była czarownicą.
- Czarownicą? Czemuż u diabła tak myślisz - tym razem drugi nie krył zdumienia.
- Bo widzisz, kochałem się z nią, całowałem jej szyję i lekko ją ugryzłem, a wówczas ona ze świstem wyleciała przez okno!
Przychodzi Buzek do Kwaśniewskiego. Siadają przy stole. Prezydent patrzy na niego... - marne to, oczka podkrążone, raczki mu chodzą. Kwachu pyta:
- Panie premierze, wygląda pan nie najlepiej, co się stało?
Buzek na to mówi:
- Kurcze Olek dajmy spokój tym konwenansom. Powiedz mi, do cholery, jak ty to robisz?! Otaczasz się samymi fachowcami, ekspertami pod każdym względem, masz kogo do telewizji posłać do każdego programu, twoja kancelaria pełna jest dobrych doradców, prawników, ludzi od mediów, nawet żona ci pomaga i wyciągnie cię z największej opresji itd. A ja: cały mój gabinet to banda kretynów, moi doradcy to infantylne gnojki, mój sekretariat wypełniają troglodyci. No powiedz, jak ja mam mieć dobre notowania pracując z takim motłochem, no jak!! Olek proszę cię, powiedz mi, jak ty sprawdzasz swoje otoczenie i doradców, żeby się dowiedzieć, którzy się nadają, a którzy nie?!
(kończył już chlipać Kwachowi w rękaw).
Olek popatrzył i zamyślił się, po kilku sekundach milczenia mówi:
- Dobra, panie profesorze, powiem to panu, bo szkoda mi się pana zrobiło. Po prostu przeprowadzam mały test.
- Test? Jaki test?- pyta Buzek.
- A zaraz go panu zademonstruje.
- RYYYYSIEK!!!!! woła Kwachu.
Po chwili do gabinetu wbiega sapiąc i dysząc Kalisz.
- Słuchaj no Rysiu powiedz swemu prezydentowi taka rzecz: kto to jest jest synem twojej matki, ale nie jest twoim bratem?
Kalisz przymrużył oczka i po 4 sekundach mówi:
- To proste, to musze być ja!
- Dobrze, Rysiu, możesz odejść.
Drzwi się zamknęły.
- Widzi pan profesor, sprawdzam w ten sposób każdego z mojego otoczenia.
Jak źle odpowie to won!
- Doskonale!- ucieszył się Buzek- Musze to wypróbować.
Następnego dnia przechadza się Buzek w kuluarach sejmowych i myśli, kogo by tu przydybać i wypróbować. Nagle patrzy, a tu Handke próbuje uciec do sali kolumnowej udając, ze nie widzi swojego szefa. Buzek szybkim susem dopadł balustrady i wola go. Chcąc nie chcąc minister edukacji poczłapał do Buzka.
- Mirek powiedz mi, kto to jest- jest synem twojej matki, ale nie jest twoim bratem?
Handke zbaraniał. Po chwili:
- Ależ panie premierze, nie mogę tak od razu udzielić odpowiedzi, to może być bardzo pochopne, musze mieć więcej czasu, myślę, ze do jutra mógłbym postarać się zebrać odpowiednie dane i udzielić przynajmniej wstępnej odpowiedzi...
Buzek się skrzywił.
- Dobra, Mirek, do jutra masz czas.
Handke w te pędy pognał do ministerstwa, powołał sztab kryzysowy, zamówił ekspertyzy, analizy. Za pieniądze z rezerwy MEN-u została utworzona specjalna komórka do uporania się z problemem. Siedzą, myślą i nic. Nikomu nic do głowy nie przychodzi. Siedzieli tak aż do rana. W końcu Handke myśli:
- Kurcze, zadzwonię do Balcerowicza - mówią, ze to podobno niegłupi facet, może on cos pomoże.
Jak pomyślał tak zrobił. Odbiera zaspany Balcerowicz:
- Panie premierze, mam do pana takie małe pytanie: kto to jest synem twojej matki, ale nie jest twoim bratem?
- Oczywiście, ze to jestem ja!!! - wrzasnął Balcerowicz i trzasnął słuchawką. Uradowany Handke biegnie do URM-u, wpada do kancelarii premiera drąc się wniebogłosy:
- Wiem! Wiem!
Z gabinetu wychodzi Buzek.
- No słucham, Mirek, słucham?
- To jest oczywiście Leszek Balcerowicz!
Buzkowi zwęziły się oczy, cały posiniał i wrzasnął
- WON!!! WON!!! Won stąd ciemna maso!!! To jest Rysiek Kalisz!!!
< Wstecz 1 2 3 4 5 6 7 8 9 [10] 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 Dalej >